Kilka zdań o zawodach w Rybniku - z mojej perspektywy.
W Rybniku u Seweryna nie byłem nigdy, dziś był mój pierwszy raz. Nie wiedziałem czego się spodziewać jeśli chodzi o organizację, ani jeśli chodzi o warunki wiatrowe. Dlatego, że pierwszy raz, postanowiłem przybyć wcześnie. Spać poszedłem około 00:30, nastawiłem budzik na 6:00, ale obudziłem się o 5:30 i nie mogłem już zasnąć. Zresztą na 30 minut już nie było sensu. Po drodze szybki hod-dog, tankowanie i w drogę.
Na miejscu okazało się, że już jest sporo ludzi. Już działają, przygotowują tarcze, ustawiają stojaki, zawodnicy się witają. Brakowało mi tego, bo ostatnio na zawodach byłem w Lublinie we wrześniu ubiegłego roku.
Można było przystrzelać wiatrówki, a że było bezwietrznie (jeszcze) to tylko sprawdziłem zero. Wystarczył jeden strzał, śrut trafił centralnie w miejsce celowania, więc nie widziałem sensu strzelać więcej. Poprzedniego wieczora wyselekcjonowałem matrycę 35 short na te zawody. Najlepsza w tej lufie jest 57 short, ale mam już niewiele puszek, do tego na razie jej nie produkują, więc trochę mi było szkoda, zostawię sobie na testowanie nowych luf. Uważam, że na wietrze matryca nie ma już tak wielkiego znaczenia jak na hali - liczy się bardziej strzelec i umiejętność czytania wiatru. Dlaczego wybrałem 35s? Strzelając dzień wcześniej robiła mi tyle samo Xów co 68s, ale to 35s jest znana od ponad roku, a 68s jest nowa, nigdy wcześniej jej nie było. To zaważyło, że wybrałem 35s.
Organizatorzy wywiesili rozpiskę stanowisk. Okazało się, że mam stanowisko nr.3, a w Rybniku jest tak, że jak wylosujecie stanowisko, to całość zawodów strzelacie z tego stanowiska. Ma to swoje wady i zalety. Zaletą jest to, że nie trzeba przenosić gratów.
Musze powiedzieć, że emocje sięgały u mnie zenitu. Czasem ktoś coś mówił (jeszcze przed pierwszą serią) i czułem się jak w bańce, jakby pijany

To wszystko minęło po pierwszej serii, ale po skończeniu całych zawodów nadmiar stresu opadał i wtedy też dziwnie się czułem, najchętniej poszedłbym spać.
Było zimno, dobrze byłem ubrany (czapka, szalik, rękawice, ciepłe gumowce), ale to gorące herbaty uratowały sytuację. Super było rozmawiać z chłopakami, zawsze coś fajnego można się wtedy dowiedzieć, czasem wpaść na jakiś pomysł. Myślę, że z tych dzisiejszych rozmów (a było ich dużo) urodziło się kilka pomysłów, o których tutaj przeczytacie, ale na razie sza...
Rygor był, sędziowie krzyczeli, nie jestem do tego przyzwyczajony, ale rozumiem, że to ze względów bezpieczeństwa. Jak sami mówili - bo widzieliśmy tutaj już różne sytuacje, i nie chcemy aby się powtórzyły.
25m - tarcza 1
Wcześniej wiatru nie było, było bardzo mokro i wilgotno. Ale jak tylko sędzia dał sygnał do startu, to wiaterek się pojawił. Na początku delikatny, wiatraczki się lewo obracały, ale wstążeczki podwiewały. Starałem się strzelać dość szybko, bo przewidywałem, że wiatr się ruszy. Szczególnie, że Seweryn mówił, że bywa tutaj różnie, czasem wieje bardzo mocno, czasem średnio, ale bywa i cisza. Gerard i Bryan też ostrzegali przed rybnickim wiaterkiem. No i starałem się strzelać szybko, niestety wpadły ze dwie lub trzy 9-tki. Wtedy stwierdziłem, że to bez sensu, że lepiej poczekać. Szczególnie, że sąsiedzi czekali, strzelali o wiele wolniej. Dało się wyczekać, zdecydowanie. No i się starałem, ale też wpadło kilka dodatkowych 9-tek. Myślałem, że będzie ich 6, ale sędzia po podliczeniu pierwszej tarczy wycenił ją na 245/8X, czyli tylko 5 dziewiątek.
Między tarczami poganiali. Zresztą mówili od odprawie, że chcą popędzać, bo miała przyjść dużo gorsza pogoda i trzeba się pospieszyć.
25m - tarcza 2
Przelewki się skończyły, wiatr ruszył mocniejszy, ale nie tylko to, bo zaczął kręcić. Było dużo trudniej, robiłem większe poprawki, ale i tak kilka przestrzeliłem bardzo. Dało się wyczekać, dało. Starałem się, ale gorąca głowa przegrała z opanowaniem - wyszło 242/10X.
Teraz było ciut więcej czasu, bo "stiuardzi" musieli przenieść stojaki z 25m na 50m. No ale my oprócz uzupełnienia powietrza, musieliśmy ustawić wiatraki. A to nie takie proste, bo między stanowiskami było ciasno i trzeba było się starać, aby nie zasłonić tarczy sąsiadm.
50m - tarcza 1
Wiatr się uspokoił. Coś tam czasem się ruszył, czasem nawet zakręcił, ale myślę, że nawet 30% czasu wiatraki stały. Wtedy strzelałem. Strzelałem szybko, chciałem wykorzystać te okienka, gdzie śrut trafiał tam gdzie celowałem. O ile na 25m robiłem dużo prób, to na 50m tych prób było mało, bo chciałem jak najszybciej strzelać, skoro karabin ładnie trafiał. Cała tarcza nie była zła, bo tylko 4 razy trafiłem w oponkę - wyszło 215/3X.
50m - tarcza 2
Wiatrowo było bardzo podobnie. Może był odrobinę silniejszy, ale dało się wyczekać i odszukać moment, kiedy wiatraki stały. Oponek trafiłem mniej, niestety przez to, że miałem słabą lunetę, nie zauważyłem, że w jedną tarczkę wcześniej strzeliłem i posłałem w nią drugi śrut. Wielka szkoda, ale i tak nie było źle - 221/5X.
Na koniec - bardzo dziękuję, było dużo ludzi, sporo z nich stwierdziło, że chcą za dwa tygodnie strzelać u mnie, z czego się bardzo cieszę. Smucę się za to, że Seweryn dziś nie strzelał. Wiem, że miał kupę roboty, bo oceniał tarcze, no ale tak łyso bez niego ... u niego...
W Rybniku byłem pierwszy i na pewno nie ostatni raz. Jest to inne strzelanie niż u nas, czy w Głogówku czy w Lublinie. Specyfika każdej strzelnicy jest inna. Rybnik zapadnie mi w pamięć!
PS. Mam kilka fotek, ale z powodu emocji nie zrobiłem ich za dużo - wybaczcie.
PS2. Wydaje mi się, że policzyli mi o jeden punkt za dużo i jeden punkt za mało, jeśli tak, to by był wynik identyczny, ale nie mam w domu kalibromierza i muszę pojechać z tym do pracy, aby to sprawdzić. Może być tak, że na 25m nie mam 3 miejsca, tylko 4 miejsce, a córka Tomka wpadnie na podium.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.
